Ekonomia ciuchów

Skończyły się wakacje, więc trzy czwarte Polaków nad morzem pojawi się dopiero za rok… Nie ukrywam, że kocham kontakt z przyrodą i choć nigdy nie byłem surferką, to mam kilku znajomych, dla któych deska i wiatr to najlepszy sposób na życie. Dlatego o tym dzisiaj piszę? Bo spotkaliśmy się ostatnio na piwo i tematem numer jeden wśród nich był upadek… znanej firmy Quicksilver, produkującej odzież dla surferów. Stwierdziłam, że na tę sprawę warto spojrzeć z mojego czysto ekonomicznego punktu widzenia.
Jak się okazało, tylko w tym roku firma zanotowała spadki w wysokości prawie 80% swojej wartości! W takiej sytuacji przedsiębiorstwo głosiło wniosek o upadłość, a Quicksilver trafi w ręce pożyczkodawcy. W tym przypadku jest to fundusz Oaktree Capital Managment. Jak nietrudno się domyślić, Oaktree zabierze się za restrukturyzacje przedsiębiorstwa. Wiecie ile taka restrukturyzacja może kosztować? Otóż nawet 175 milionów dolarów!
Specjaliści z branży uważają, że problemy Quicksilvera zaczęły się od braku nadążania za trendami rynku, a swoje zrobiła także konkurencja, która akurat na rynku odzieżowym jest dość wymagająca i potrafi bardzo nisko zejść z ceną. Quicksilver raczej tego nie robił, a trendy się zmieniały i akurat w tym segmencie rynku odzieżowego cena odgrywa znaczącą rolę…
A wiecie z czego bierze się niska cena ubrań na przykład w takim H&Mie? Oczywiście z taniej siły roboczej… Nie ma szans, by ciuszki tego kolosa były szyty na przykład w Europie. Głównymi rejonami, skąd przyjeżdżają do nas te szmatki są Bangladesz i India.
Niestety wiele osób, w tym także ja, martwi się o los szwaczek w tych krajach, bo przecież ludzi z H&Mu nie obchodzi, co dzieje się w ich fabrykach. A statystyki są zatrważające! Kilka lat temu za murami jednej ze szwalni zginęło 1100 pracowników. To jest ekonomiczna cena, jaką musimy my jako społeczeństwa zapłacić za to, żeby T-shirt kosztował 15, a nie 60 złotych. Wiecie ile tak naprawdę kosztuje wyprodukowanie takiej koszulki? 65 groszy… Pozostawię to bez komentarza.

Tak szyje się ciuchy w Kambodży.
Tak szyje się ciuchy w Kambodży.

Olej, benzyna czy gaz?

Postanowiłam w końcu kupić sobie samochód! To nie tylko domena mężczyzn! Jak każda Polka stanęłam jednak bardziej przed wyborem – w jaki sposób zrobić to najbardziej ekonomicznie… Moje marzenia o BMW czy Mercedesie musiały się więc zmierzyć z brutalną rzeczywistością, na jaki samochód mnie po prostu stać. Do wyboru trzy opcje – samochód na benzynę, olej napędowy i gaz.

Wiadomo, gaz jest obecnie najtańszy, ale też nie wszystkie samochody mają zamontowaną instalację, która kosztuje około dwóch tysięcy złotych. Co jest więc lepsze z pozostałej dwójki benzyna kontra olej napędowy?

Na pewno najgorszą kwestią przy “dieslu” jest fakt, że jeżeli dojdzie do problemów z silnikiem diesla, to naprawa może kosztować znacznie więcej pieniędzy niż przy benzynowym. Największą zaletą diesla jest natomiast spalanie! Na około 100 kilometrów, spalimy 6 do 7 litrów oleju napędowego, a przy benzynie nawet 8 do 9 litrów, no a diesel jest jeszcze tańszy o te kilkanaście groszy na litrze. Na tej stronie wyliczono, że na 25 tysięcy kilometrów mówimy o oszczędnościach rzędu trzech tysięcy złotych.

Trzeba też brać pod uwagę, czy mówimy o tak zwanym „nowym” czy „starym dieslu”. Wielu specjalistów zauważa, że dzisiejsze diesle to wymagające samochody, dla których nie bez znaczenia jest jakość paliwa jaką wlewamy do baku. Co innego „stare” diesle jeszcze z początku lat dziewięćdziesiątych poprzedniego wieku, które nie dość, że były droższe to jeszcze cholernie trujące… No ale wiadomo, że rocznik samochodu to też… kasa.

A co z ekologią? W końcu ona też interesuje mnie bardziej niż marka samochodu? Jak czytam fora internetowe różnych marek, to dochodzę do wniosku, że nikt tak naprawdę ostatecznie nie ocenił, co jest bardziej “eko”. Przyjęło się, że “delikatnie” mniej trujące są silniki na olej napędowy, ale wiadomo, że obok zalet pojawiają się także różnego rodzaju wady… Poczytajcie sami i oceńcie, a ja poszukiwania zacznę jednak od… samochodu na gaz!

Najbardziej marzyłoby mi się Audi...
Najbardziej marzyłoby mi się Audi… Ale Audi na gaz? Co myślicie?