Jak tanio przygotować się do kolejnego roku studiów?

Chociaż ja już swoje studia zakończyłam kilka lat temu, młodsi znajomi wciąż pytają się mnie, jak oszczędzać na przygotowywaniu się do kolejnego roku akademickiego. Podobno podczas studiów dobrze sobie z tym radziłam. Chętnie dzielę się wtedy z nimi swoimi doświadczeniami. A dzisiaj z przyjemnoscią przedstawie je również Tobie. 

Wcale nie potrzebujesz tylu zeszytów

Na początku studiów do każdego przedmiotu kupowałam oddzielny zeszyt – najczęściej taki zwyczajny, 32- lub 64-kartkowy, który spokojnie wystarczał mi na cały semestr. Wraz z czasem zrozumiałam jednak, że zdecydowanie lepiej jest kupić grubszy zeszyt, który mógłby być wykorzystywany przez kilka semestrów. Oczywiście, będzie trzeba wtedy liczyć się z cięższym plecakiem czy torbą, ale spójrzmy na to też z innej strony – sporo oszczędzisz, a jednocześnie wszystko będziesz mieć zawsze pod ręką. Gdy będzie trzeba powtórzyć sobie konkretny materiał, nie będziesz marnować czasu na poszukiwania zeszytu sprzed kilku semetrów. Zeszyty najczęściej kupowałam na Allegro  (im więcej, tym lepiej, gdyż z reguły koszty przesyłki znacząco zmniejszają się).

student
Studencie… Czy wiesz, jak oszczędzać?

Szybko zacznij myśleć o stancji 

Jeżeli planujesz wynająć pokój na czas studiów, zadbaj o to, aby zrobić to możliwie jak najszybciej, najlepiej jeszcze przed rozpoczęciem kolejnego semestru. Właściciele najczęściej będą prosić Cię również o wynajem stancji na miesiące wakacyjne. Nie zniechęcaj się. Wierz mi, w większości przypadków zdecydowanie lepiej na tym wyjdziesz niż gdybyś miał zacząć wynajmować stancję we wrześniu (z tego, co zauważyłam, przed październikiem ceny wynajmu pokoju potarfią wzrastać nawet o 25%).

Advertisements

Ekonomia ciuchów

Skończyły się wakacje, więc trzy czwarte Polaków nad morzem pojawi się dopiero za rok… Nie ukrywam, że kocham kontakt z przyrodą i choć nigdy nie byłem surferką, to mam kilku znajomych, dla któych deska i wiatr to najlepszy sposób na życie. Dlatego o tym dzisiaj piszę? Bo spotkaliśmy się ostatnio na piwo i tematem numer jeden wśród nich był upadek… znanej firmy Quicksilver, produkującej odzież dla surferów. Stwierdziłam, że na tę sprawę warto spojrzeć z mojego czysto ekonomicznego punktu widzenia.
Jak się okazało, tylko w tym roku firma zanotowała spadki w wysokości prawie 80% swojej wartości! W takiej sytuacji przedsiębiorstwo głosiło wniosek o upadłość, a Quicksilver trafi w ręce pożyczkodawcy. W tym przypadku jest to fundusz Oaktree Capital Managment. Jak nietrudno się domyślić, Oaktree zabierze się za restrukturyzacje przedsiębiorstwa. Wiecie ile taka restrukturyzacja może kosztować? Otóż nawet 175 milionów dolarów!
Specjaliści z branży uważają, że problemy Quicksilvera zaczęły się od braku nadążania za trendami rynku, a swoje zrobiła także konkurencja, która akurat na rynku odzieżowym jest dość wymagająca i potrafi bardzo nisko zejść z ceną. Quicksilver raczej tego nie robił, a trendy się zmieniały i akurat w tym segmencie rynku odzieżowego cena odgrywa znaczącą rolę…
A wiecie z czego bierze się niska cena ubrań na przykład w takim H&Mie? Oczywiście z taniej siły roboczej… Nie ma szans, by ciuszki tego kolosa były szyty na przykład w Europie. Głównymi rejonami, skąd przyjeżdżają do nas te szmatki są Bangladesz i India.
Niestety wiele osób, w tym także ja, martwi się o los szwaczek w tych krajach, bo przecież ludzi z H&Mu nie obchodzi, co dzieje się w ich fabrykach. A statystyki są zatrważające! Kilka lat temu za murami jednej ze szwalni zginęło 1100 pracowników. To jest ekonomiczna cena, jaką musimy my jako społeczeństwa zapłacić za to, żeby T-shirt kosztował 15, a nie 60 złotych. Wiecie ile tak naprawdę kosztuje wyprodukowanie takiej koszulki? 65 groszy… Pozostawię to bez komentarza.

Tak szyje się ciuchy w Kambodży.
Tak szyje się ciuchy w Kambodży.